Są wejścia na szczyty, których nie da się zapomnieć... Do takich należało moje pierwsze wejście na Krywań. Na dole cudna pogoda a im wyżej tym więcej atrakcji pogodowych. Wiatr, deszcz potem deszcz ze śniegiem a na końcu halny taki co próbował zdmuchnąć z grani... Potem ilekroć wśród panoramy górskich szczytów widziałam charakterystyczną sylwetkę Krywania- myślałam "trzeba to powtórzyć, ale wtedy kiedy z góry coś widać" .
Krywań 2495 m.n.p.m - zamówione widoki 😉oczywiście obłędne 😍
No i nadszedł ten moment. Dzień wcześniej lało ale TEN dzień zapowiadał się cudnie. Krótka decyzja- dzisiaj Krywań i po raz kolejny drogą pod Tatrami jechaliśmy aby przemierzać górskie ścieżki ...
Trzy Źródła (Tri studničky)
Na niewielkim parkingu jeszcze jest trochę miejsca, ale zanim zjemy małe śniadanie, na które wcześniej szkoda było czasu, błyskawicznie wszystko się zapełnia. 😉Jeszcze tylko dociągnąć sznurówki w butach i idziemy. Szlak najpierw trochę się obniża aż do miejsca zwanego Trzy Źródła a dalej już tylko pod górę i jeszcze bardziej pod górę (1355 metrów podejścia na odcinku około 6 km)
Trzy Źródła (1140 m) lub Trzy Studnie. Nazwa odnosi się pierwotnie do źródeł wybornej wody, wytryskujących tuż przy starej leśniczówce, która kiedyś stała nad brzegiem Bielańskiej Wody. W starej leśniczówce często nocowali kurierzy tatrzańscy.
W 1967 roku wybudowano nową leśniczówkę, w trochę innym miejscu, ale nazwa pozostała.
Podobno stąd na Krywań to 3,5 godziny ...Oczywiście podane czasy nie uwzględniają podziwiania widoków, więc przy takiej pogodzie jak dziś trochę trzeba sobie doliczyć 😉
Zielony szlak początkowo biegnie wśród dorodnej wierzbówki kiprzycy, która właśnie przekwita, co niechybnie oznacza końcówkę górskiego lata.
Przez chwilę ukazuje również nasz dzisiejszy cel - Krywań 😍
Bunkier partyzantów
Po około dwóch kilometrach dochodzimy do ścieżki, która odchodzi w prawo. Warto zboczyć ze szlaku. W parę minut dojdziemy do miejsca gdzie znajduje się rekonstrukcja partyzanckiego bunkra i tablica pamięci poległych tu partyzantów.

Tablicę pamiątkową, przypominającą o trudnej walce partyzantów z niemieckimi faszystami, która miała tu miejsce 14.01.1945. Jedną z ofiar wspomnianych walk był słowacki taternik, przewodnik górski i lekarz Zoltán Brüll. Początkowo pracował jako prywatny lekarz, co uniemożliwiono mu po utworzeniu państwa słowackiego; przez pewien czas pracował jako lekarz uzdrowiskowy, tragarz wysokogórski, a ostatecznie skończył jako konserwator kolei. Został internowany w obozie pracy przymusowej, skąd uciekł do partyzantów w Dolinie Koprowej.
Jako lekarz humanista opatrzył także pojmanego niemieckiego żołnierza Geralda Schachta z poważną raną postrzałową, który bez szybkiej pomocy lekarza straciłby nogę, a być może nawet życie. Niemiecki żołnierz wykorzystał poprawiający się stan zdrowia i moment, w którym większość partyzantów była w terenie i uciekł. Tego samego wieczoru duży oddział niemiecki zaatakował bunkier pod Krywaniem, a partyzanci, w tym Zoltán Brüll, zostali zamordowani. (źródło:
https://www.severovychod.sk/pl/podroz/partyzancki-bunkier-pod-krywaniem-1-2/)
Wracamy na szlak, który trawersuje Gronik wzniesienie stanowiące zakończenie głównej grani odnogi Krywania.
Jeszcze trochę do góry i miejsce lasu zaczyna zajmować kosodrzewina. Zielona, bujna i kłująca, na wąskiej ścieżce smaga gałązkami po gołych nogach. Znad jej zielonych połaci zaczynają prześwitywać pierwsze widoki.
Panorama na Tatry Zachodnie
Rozdroże pod Krywańskim Żlebem
Wrzosy- zwiastun kolorowej jesieni
Widoczny w całej okazałości jego wysokość Krywań a po prawej stronie ogromny żleb krywański opadający do doliny Ważeckiej .
Póki co pogoda jest jak marzenie, ale wiadomo w górach zmiany w pogodzie następują szybko. Więc nawet nie robimy dużo zdjęć, tylko chcemy szybko wejść na szczyt.
W utrzymaniu dobrego tempa "pomagają" nam mijane grupki rozgdakanych turystów. Nie znoszę takiego towarzystwa, które zachowuje się jakby było samo na szlaku. Albo co gorsza szlak pomyliło z knajpą. Jakiś czas nie możemy uwolnić się od grupy młodych ludzi, obrzydliwie głośnych a już szczególnie jedynej w tym towarzystwie dziewczynie buzia się nie zamyka i w wypowiedziach nie brakuje soczystych słów. Przystają co jakiś czas aby zapalić, unoszący się słodkawy charakterystyczny zapach i chwilowe turbodoładowanie sugerują, że raczej marlboro nie palą 😂
W końcu gdzieś tam zostają i chyba finalnie nie dochodzą do szczytu, może to i całe szczęście .
A szczyt Krywania czeka ...😉
Wzrok biegnie w stronę widocznych na horyzoncie szczytów...
Otargańce, Barańce ...tyle wspomnień 💖.
Na blogu znajdziecie je pod linkami :
W złotym blasku porannego słońca na horyzoncie widać ogromną Świnicę i kawałek Orlej Perci w Tatrach Wysokich a po lewej stronie Kasprowy Wierch.
Widok na Kotlinę Liptowską. Na pierwszym planie tojad mocny. Ładny ale silnie trujący. Na herbatę nie polecam 😉
Jeszcze przed Rozdrożem pod Krywańskim Żlebem szlak zmienia charakter na zdecydowanie bardziej skalisty. Zieleń coraz częściej ustępuje miejsca szarości głazów. To znak że zaczynamy trawersować Wielki Żleb Krywański.
Rozejście pod Krywańskim Żlebem 2120 m.
W dolnej części Wielkiego Krywańskiego Żlebu istniały dawniej kopalnie złota, tzw. Krywańskie Banie. Banie takie istniały również dużo wyżej, w orograficznie lewej części żlebu, w pobliżu Rozdroża pod Krywaniem. Z powodu nieopłacalności zaprzestano w nich wydobycia jeszcze przed 1778.
Te wygodne kamienne chodniki nie zostały tutaj ułożone dla szwędających się po górach turystów. To dawne chodniki, którymi zwożono urobek z bani czyli kopalni.
Dużo ciekawych historii związanych z wydobyciem złota w Tatrach możecie dowiedzieć się odwiedzając muzeum w Liptowskim Janie. Pod linkiem więcej informacji
Od rozdroża szlak zmienia się diametralnie. Czeka nas wspinaczka po skałach. Nie jakaś ekstremalnie trudna, ale wymagająca niekiedy użycia rąk. Szukam w plecaku mojego "talizmanu" 😉czyli czerwonych rękawiczek do wspinaczki. Są ze mną od pierwszego łańcucha 😁.
Jeszcze "tylko" kilometr plus 400 metrów w górę 😏i cel zostanie osiągnięty
Mały Krywań i Krywań
Jakoś inaczej wygląda szlak, niż podczas naszego ostatniego wejścia na Krywań i nie o pogodę chodzi 😁. Andrzej zauważa, że zmieniony jest przebieg szlaku. Faktycznie widać w terenie przebieg tego poprzedniego. Prawdopodobnie tamten został zniszczony przez lawinę i zdecydowano się poprowadzić go innym wariantem. Nieco dłuższym, po bocznym ramieniu Małego Krywania. Trudno wypatrzeć niebieskie znaczki szlaku na szarych kamieniach. Momentami trzeba zdać się na intuicję. I nie koniecznie iść za innymi. Jest dużo ludzi na szlaku i mam możliwość zaobserwować niektóre zachowania. I jak zawsze dziwi mnie to, że przy tylu głupich pomysłach jest na szczęście tak mało wypadków.
Nad Tatrami Zachodnimi z miło wyglądających białych obłoczków zaczynają tworzyć się mniej przyjemne kłębiaste chmury. Co nie wróży dobrze. Ale na szczęście szczyt już blisko.
Nad Krywaniem również zaczynają pojawiać się chmury napływające od strony Tatr Wysokich.
I to jest ta magia, kiedy możesz prawie dotknąć dłonią chmury a widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie 😍
Tuż przed Małym Krywaniem.
Zaraz za niewybitnym szczytem Małego Krywania 2334m. znajduje się Krywańska Przełączka, którą w zasadzie tworzą trzy niewielkie przełączki oddzielone skalnymi garbami: Zadnia Krywańska Przełączka, Pośrednia Krywańska Przełączka, Skrajna Krywańska Przełączka. Słowacy nazywają Daxnerovo sedlo na pamiątkę słowackiego bojownika o niepodległość, który był członkiem narodowej wycieczki na Krywań w 1861. Ale nie nazwa jest tu ważna...widoki jakie rozciągają się po drugiej stronie grani są bajeczne.
Andrzej wpatrzony w wyłaniające się z chmur granie Tatr Wysokich
Widok z małego Krywania na Jamską Grań z Krótką 2375m.
W głębi kadru od lewej Grań Hrubego i Hruby Wierch 2428m.
Daleko w dole błyszczy się tafla Zielonego Krywańskiego Stawu. Odbijające się w nim chmury podświetlone słońcem, sprawiają, że z góry wygląda jak wielki opalizujący kryształ rzucony między szczyty...
Ostanie kilkadziesiąt metrów podejścia pod szczyt to skalne półeczki, miejscami ze sporą ekspozycją. Osobiście nie miałabym nic przeciwko rozwieszonym, tutaj w kilku miejscach łańcuchom. Ale nie ma i trzeba zdać się na swój rozsądek (w moim wypadku na doświadczenie Andrzeja 😉).
Krywań zdecydowanie postanowił mi wynagrodzić poprzednią wizytę 😃
Krywań po raz pierwszy Krywań po raz drugi
Kiedy po raz pierwszy stanęłam obok tego krzyża, beztrosko opierając się o niego, nie wiedziałam, dlaczego Andrzej trzymał mnie bardzo mocno...kiedy stanęłam po raz drugi i zobaczyłam to wielkie "nic" za plecami ...zrozumiałam. Jeden silniejszy podmuch wiatru i ...
Chmury, które gdzieś tam wcześniej plątały się nad szczytem Krywania rozpłynęły się. Usiadłam i po prostu patrzę. Wzrok błąka się po ciemnych graniach i głębokich dolinach. Nawet nie mam potrzeby nazwania tego co widzę. Po prostu chłonę wszystko. Jak gąbka nasiąkam widokami i niezwykłą energią jaką daje obcowanie z górami.
Widok ze szczytu Krywania: na pierwszym planie w centrum kadru Mały Krywań dalej w prawo Krótka, w dole w centrum kadru Niżne Teriańskie Jezioro a nad nim od lewej Grań Hrubego, Hruby Wierch, Furkot, Wielkie Solisko i Grań Solisk, dalej w centrum kadru Koprowy Szczyt, a na ostatnim planie od lewej Świnica, Kozi Wierch, Mięguszowieckie Szczyty.
Widok ze szczytu Krywania: na pierwszym planie po lewej Dolina Newcyrka, na prawo Niżne Teriańskie Jezioro, nad nim Grań Hrubego, na ostatnim planie od lewej Kondracka Kopa, Goryczkowa Czuba, Kasprowy Wierch, Świnica, Kozi Wierch.
Za to ten Pan dokładnie wytłumaczył mi co widzę 😉
Jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć na szczycie i schodzimy. Decyzję pomaga podjąć kłębiący się tłum na szczycie.
Po półeczkach w dół ...
Przy zejściu z wierzchołka trzeba bardzo uważać. Nie jest to banalny szlak i jeden źle postawiony krok może mieć tragiczne skutki, więc trzymam się blisko Andrzeja, korzystając z jego podpowiedzi. W pewnym momencie jakiś facet, chamsko ryje się przede mnie, stwarzając przy tym dość niebezpieczną sytuację. Trochę się wystraszyłam. No, cóż tacy się zdarzają, pewnie mu się śpieszy ...ale nie, bo gość zaczyna iść za Andrzejem patrząc na każdy jego krok i słuchając jego rad kierowanych do MNIE!
No to już przesada i jawna bezczelność. Nie będę publicznie pisała co pomyślałam. Ech, ci faceci dzisiaj...
Oczywiście, Andrzej często w górach podpowiada czy wręcz pomaga osobom potrzebującym tego. Ale, prawie strącenie kogoś ze szlaku, po to żeby korzystać z rad "prywatnego" przewodnika to poniżej wszelkich norm zachowania w górach.
Dlatego nie lubię, a nawet boję się zatłoczonych szlaków.
Oczywiście zatrzymałam się odmawiając dalszego schodzenia w obecność chamskiego typa, który dalej musiał sobie już radzić sam.
Trudno w to uwierzyć, ale chwilę po tym jak zeszliśmy z wierzchołka, zaczęły spowijać go białe chmury. Więc jednak te panoramy to tak dla nas trochę w prezencie od Ducha Gór 😉💗
Wracając już się nie spieszymy, delektując się każdym szczegółem górskiej wędrówki. To znaczy ja się spieszę ale tylko do poziomu kosówki 😂ale to już zupełnie inna historia 😂
Zmieniające się światło i cienie sprawiają, że czuję się jak w teatrze gdzie co chwilę reflektor jest skierowany na inny element scenografii.
Za nami został Krywań spowity welonem z chmur
Widok z ramienia Krywania na Koprową Dolinę i Liptowskie Kopy
Za ramienia Krywania widać polską "Orlą Perć" . W centrum kadru potężna Świnica.
Dłuższą chwilę spędzamy tutaj delektując sie widokami gór daleko i wrzosowych dywanów tuż pod naszymi stopami 😍
Częsty widok na szlaku 😂szczególnie od maja do października
Wrzosy i wiadomo idzie jesień ...
Krywań- narodowa góra Słowaków.
Krywań jest symbolem odrodzenia narodowego Słowacji, zwany jest też “Świętą Górą Słowaków”. Co roku organizowane są tzw. národné výlety, czyli narodowe wejście. Jednorazowo wchodzi na szczyt około 500 osób (trochę, nie mogę sobie tego wyobrazić)
Wszystko zaczęło się w 16 sierpnia 1841 roku, kiedy to młody ewangelista Ľudovít Štúr wraz z grupą młodzieży, wszedł na szczyt Krywania. Była to określona forma manifestacji patriotyzmu. I od tamtej pory co roku w weekend około 16 sierpnia organizowane są właśnie narodowe wejścia na tę górę.
Monumentalna , widoczna z daleka góra, ze swoim charakterystycznym wierzchołkiem, była długo niedostępna dla ludzi. Po wejściu na szczyt štúrowców stała się nie tylko symbolem wolności dla Słowaków, ale i miejscem ich integracji. Wizerunek góry znajdziemy nawet na słowackich monetach.
Bez wątpienia Krywań ma w sobie "COŚ". Mimo , że szlak do łatwych nie należy, warto wspiąć się na szczyt i sprawdzić, co jego wysokość nam oferuje, cudne widoki czy pokaże swoje groźniejsze oblicze zasnute chmurami ....
A tak było podczas wędrówki parę lat wstecz ...
Komentarze
Prześlij komentarz