Ulpia Traiana Sarmizegetusa i Denesus czyli trochę Rzymu w Rumunii
Burza nad Retezatem i plan B na niepogodę
Nad Retezatem wsiały ciężkie, granatowe chmury gotowe w każdej chwili spaść na ziemię w postaci ulewnego deszczu i słychać było groźne burzowe pomruki. To był moment wdrożenia planu B 😉. Czyli zwiedzanie. W okolicy naprawdę nie brakowało miejsc, które aż prosiły się o odwiedzenie, a każde z nich miało własną historię i własny charakter.
I właśnie wtedy trafiliśmy do Densuș — do jednej z najbardziej niezwykłych świątyń w całej Rumunii i dawnej rzymskiej stolicy Dacji, Ulpia Traiana Sarmizegetusa.”
Jednym z takich miejsc jest Sarmizegetusa a dokładnie Colonia Ulpia Traiana Augusta Dacica Sarmizegetusa.
Są Dwie Sarmizegetusy: dacka i rzymska.
Sarmizegetusa Regia – stolica Daków. Położona wysoko w górach Orăștie. Centrum religijne, polityczne i militarne Daków. Do której niestety tym razem nie dotarliśmy (ale mam nadzieję, że następnym tak 😉)
I druga Ulpia Traiana Sarmizegetusa – rzymska stolica prowincji, którą zbudowali Rzymianie po podboju Dacji. A wszystko to działo się w II wieku naszej ery, tuż po zakończeniu wojen Dackich.
Odwiedzając to miejsce przenosimy się do czasów, gdy rzymskie legiony zakładały tu nowe miasto, a administracja imperium porządkowała świeżo zdobyte ziemie. Wśród ruin wciąż słychać echa tamtego rzymskiego porządku i ambicji.
Ale zanim powstała tutaj rzymska prowincja miało tu miejsce starcie dwóch światów ...
Decebal i Trajan
Historia Daków i Rzymian to opowieść o dwóch silnych przywódcach, którzy spotkali się po przeciwnych stronach tej samej granicy.
Król Decebal
Decebal, król Daków, był wodzem dumnym, sprytnym i niezwykle odpornym. Potrafił jednoczyć plemiona, budować sojusze i wykorzystywać górski teren jak naturalną twierdzę. Dla Daków był symbolem wolności — kimś, kto potrafił stawić czoła największej potędze ówczesnego świata.
Cesarz Trajan
Po drugiej stronie stał Trajan, cesarz Rzymu, strateg o żelaznej determinacji. Dla niego Dacja była kluczem do bogactwa imperium — pełna złota, srebra i zasobów, których Rzym potrzebował. Trajan nie był jednak tylko zdobywcą; był też budowniczym, administratorem i człowiekiem, który potrafił myśleć w kategoriach wielkich projektów. Ich konflikt był nieunikniony.
Pierwsze starcia pokazały, że Decebal nie jest łatwym przeciwnikiem. Dakowie znali góry jak własny dom, a ich stolica — Sarmizegetusa Regia — była niemal nie do zdobycia. Ale Trajan wrócił z jeszcze większą siłą. Druga wojna była brutalna, pełna oblężeń, podkopów i walki o każdy metr terenu.
Kiedy Rzymianie w końcu zdobyli Sarmizegetusę, Decebal wybrał śmierć zamiast niewoli. Gdy zrozumiał, że zostanie schwytany żywcem, popełnił samobójstwo, przecinając sobie gardło krótkim nożem. W kulturze Daków śmierć w walce lub z własnej ręki była bardziej honorowa niż niewola.
Moment śmierci Decebala został nawet przedstawiony na Kolumnie Trajana w Rzymie.
(Scena inspirowana Kolumną Trajana – obraz AI (Copilot)
Trajan zaś uczynił z Dacji rzymską prowincję i zbudował nową stolicę — Ulpię Traianę Sarmizegetusę — symbol zwycięstwa i nowego porządku.
Dziś oba imiona — Decebal i Trajan — są jak dwa bieguny tej samej historii:
jeden bronił gór, drugi je podporządkował;
jeden walczył o wolność, drugi o imperium.
I obydwie te postacie cały czas gdzieś się nam przewijały podczas zwiedzania rumuńskich miast i miasteczek.
Ulpia Traiana Sarmizegetusa -dawna stolica rzymskiej Dacji
Miasto miało powierzchnię ok. 32–33 ha i typowy rzymski układ urbanistyczny: siatka ulic, forum, świątynie, termy.
Znajdował się tu amfiteatr na ok. 5 tysięcy widzów, z obrotową sceną — bardzo nowoczesny jak na tamte czasy. Obecnie trwa rekonstrukcja tego amfiteatru (widać go na zdjęciu poniżej po lewej stronie) i ma być użytkowany zgodnie z przeznaczeniem.
Całość otoczona była murami a do wnętrza wchodziło się przez monumentalne bramy.
Początkowo była to osada weteranów V Legionu Macedońskiego oraz żołnierzy, którzy brali udział w wojnach dackich. To właśnie oni otrzymali tu ziemię jako nagrodę za służbę i mieli stać się fundamentem nowej, rzymskiej społeczności. Weterani zakładali domy, warsztaty i gospodarstwa, a wraz z nimi pojawiali się rzemieślnicy, kupcy i urzędnicy. W ten sposób na surowym, świeżo podbitym terenie zaczęło wyrastać miasto o wyraźnie rzymskim charakterze
Pozostałości budynku przy którym stoi Andrzej to Domus procuratorius -rezydencja i miejsce pracy rzymskiego prokuratora prowincji — wysokiego urzędnika odpowiedzialnego za finanse, podatki, zarządzanie majątkiem państwowym i nadzór nad kopalniami (w Dacji szczególnie złota). Budynek pełnił jednocześnie funkcję domu i biura: znajdowały się w nim pomieszczenia mieszkalne, sale urzędowe, archiwa oraz dziedziniec typowy dla rzymskich rezydencji wyższych rangą urzędników.
W Ulpii Traianie Sarmizegetusie był to jeden z najważniejszych budynków administracyjnych.
Fântâna Publică to jedna z tych pozostałości, które pokazują, jak praktyczni i przewidujący byli Rzymianie. Ta publiczna fontanna była częścią miejskiego systemu wodociągów i stanowiła ważny punkt codziennego życia mieszkańców Ulpii Traiany. To tutaj czerpano wodę do domów, warsztatów i łaźni, tu spotykano się, rozmawiano i załatwiano drobne sprawy dnia codziennego.
Widzę oczami wyobraźni mieszkanki Sarmizegetusy, jak przychodzą tu z dzbanami po wodę i od razu zaczynają pogaduszki: o mężach, o dzieciach, o tym, że jedwab znowu podrożał. I tak sobie myślę, że pewne tematy są absolutnie wieczne 😆
W centrum dawnej Ulpii Traiany, tuż obok forum, znajdowała się bazylika —budynek o charakterze administracyjnym i sądowym, a nie świątynia, jak mogłaby sugerować nazwa.
To tutaj odbywały się rozprawy, narady, spotkania urzędników i lokalnych elit.
Słowo basilica pochodzi z greckiego basileus, czyli „król”, ale w rzymskim kontekście oznaczało przestrzeń władzy świeckiej, nie religijnej. Cesarz Konstantyn Wielki nadał temu terminowi nowe znaczenie, używając go dla budynków, w których odbywały się królewskie rady i zgromadzenia.
Dziś pozostały po niej jedynie fundamenty .Na miejscu znajduje się tablica z rekonstrukcją i opisem, który pomaga wyobrazić sobie, jak wyglądała ta przestrzeń: długa hala z kolumnadą, podzielona na nawy, z miejscem dla sędziów, urzędników i publiczności.
W samym sercu Ulpii Traiany znajdowała się Curia, czyli budynek rady miejskiej. To tutaj zbierali się dekurioni — lokalni dostojnicy, którzy podejmowali decyzje dotyczące funkcjonowania kolonii. Curia była czymś w rodzaju rzymskiego ratusza: miejscem debat, uchwał, planowania inwestycji i zarządzania codziennymi sprawami miasta. To właśnie w Curii decydowano o budowie dróg, organizacji igrzysk, podatkach, a może nawet o tym, kto dostanie pozwolenie na prowadzenie warsztatu szklarskiego czy sklepu z jedwabiem.
Jest coś niezwykłego w tym, że możesz stanąć tuż obok rzymskich kamieni i dotknąć artefaktów mających prawie dwa tysiące lat.
Spacerując po terenie dawnej stolicy rzymskiej Dacji, nietrudno natknąć się na fragmenty, nad którymi warto się pochylić, spojrzeć uważniej — a wtedy kamienie zaczynają mówić:
Niektóre szepczą imiona urzędników, inne przypominają o budowlach, które kiedyś tu stały. Inskrypcje, choć niepełne, wciąż noszą ślady rzymskiego porządku: IVIR, LOPE, INHO — skróty, tytuły, dedykacje. Kamienne tablice, bazy kolumn, dekoracyjne bloki z falistym ornamentem — wszystko to leży dziś w trawie, popękane, oznaczone numerami katalogowymi. To właśnie w takich fragmentach kryje się prawdziwa magia Ulpii Traiany. Nie w rekonstrukcjach, nie w turystycznych tablicach, ale w tych kamieniach, które przetrwały wieki.
Moją uwagę przykuł kamienny detal, który wygląda jak stylizowany smok albo wąż. To nie był przypadkowy ornament. W kulturze rzymskiej takie stworzenia często pełniły funkcję apotropeiczną — miały odstraszać zło, chronić przestrzeń, w której się znajdowały.
Fragment bazy kolumny. Kamień pęknięty, poskładany, ale wciąż monumentalny. Można sobie wyobrazić, że kiedyś wspierał portyk forum albo wejście do budynku administracyjnego.
Pozostałości rzymskiej Sarmizegetusa rozrzucone są po dość dużym obszarze. Gromadzące się nad nami czarne chmury i coraz mocniejszy wiatr nie pozostawiały nadziei na spokojne zwiedzanie tego ciekawego miejsca, dlatego przemierzaliśmy je niemal biegiem, próbując zobaczyć jak najwięcej 😶
Wśród rozległych ruin Ulpii Traiany Sarmizegetusy jedno miejsce wyróżnia się szczególnie: Templul Mare, czyli Wielka Świątynia. Choć dziś pozostały po niej jedynie fundamenty i fragmenty murów, łatwo wyobrazić sobie, jak imponująco musiała wyglądać, gdy wznosiła się nad miastem.
Była to najważniejsza budowla sakralna kolonii — centrum oficjalnego kultu, prawdopodobnie poświęcone triadzie kapitolińskiej lub kultowi cesarskiemu. W rzymskich koloniach takie świątynie pełniły rolę nie tylko religijną, ale też reprezentacyjną: miały przypominać mieszkańcom, że żyją w mieście założonym z woli cesarza, pod opieką bogów Rzymu.
Dziś, stojąc na jej terenie, widzi się jedynie zarys monumentalnej konstrukcji. Ale na chwilę zamknąć by wyobrazić sobie kolumnadę, schody prowadzące do celli (miejsca gdzie znajdował się posąg bóstwa i dostępnego tylko kapłanom) , posągi bogów i ludzi w togach składających ofiary. To tutaj odbywały się uroczystości, procesje, święta państwowe .
Już się zaczęłam zastanawiać, czy te gromy na nas zsyła Decebal, czy może sam Trajan, obaj jednakowo niezadowoleni, że naruszamy ich spokój. Czarne chmury wisiały nam nad głowami niczym rzymscy bogowie gotowi rzucić kolejną błyskawicę .
Ale może właśnie tak najlepiej zwiedzać Sarmizegetusę — z odrobiną adrenaliny 😃.
W końcu nie codziennie człowiek biegnie przez starożytne forum, uciekając przed burzą i jednocześnie próbując odszyfrować inskrypcje sprzed dwóch tysięcy lat.😂
Densuș- jedna z najbardziej niezwykłych świątyń Rumunii
Za nim trafiliśmy do Ulpia Traiana Sarmizegetusa, po drodze wstąpiliśmy do malutkiej wioski Densuș. Znajduje się tam niezwykła cerkiew. Tutaj od razu się przyznam, że jak zapadła decyzja, że jedziemy do Rumunii i miałam sporządzić listę zabytków "do zobaczenia" czyli plan B (oczywiście priorytetem były góry), to właśnie ta świątynia znalazła się na pierwszym miejscu .
Dlaczego ?
Bo nie ma takiej drugiej nigdzie.
Cerkiew w Densuș pod wezwaniem św. Mikołaja (Sfântul Nicolae).
To prawdopodobnie najstarsza kamienna cerkiew w Rumunii, a może nawet jedna z najstarszych w całej Europie.
Obecna forma cerkwi powstała między XIII a XIV wiekiem. Jednak jej rdzeń jest znacznie starszy — część konstrukcji mogła istnieć już w X–XI wieku, a niektórzy badacze sugerują nawet wcześniejsze początki.
I co najciekawsze — wciąż działa. Od setek lat ludzie tutaj szepczą modlitwy i śpiewem chwalą Boga. A święci z ikon wysłuchują próśb, patrząc z tych wiekowych ścian na wszystkie ludzkie troski i radości, które przez wieki przewinęły się przez to wnętrze.
Świątynię zbudowano z… rzymskich kamieni. Kolumny, bloki, fragmenty monumentów — wszystko to najpewniej pochodzi z pobliskiej Ulpii Traiany. W murach można dostrzec elementy, które kiedyś mogły być częścią świątyni Marsa, mauzoleum rzymskiego oficera, a może jeszcze starszego, przedchrześcijańskiego sanktuarium.
Należy zwrócić uwagę na jeden z najbardziej niezwykłych detali cerkwi w Densuș- okrągłe okna, które od razu przyciągają wzrok. Nie przypominają typowych, wąskich, pionowych otworów znanych z większości średniowiecznych cerkwi. Według części badaczy okrągłe otwory w cerkwi w Densuș zostały wykonane z rzymskich kamiennych rur kanalizacyjnych (tubuli).
Były to masywne, kamienne segmenty o idealnie okrągłym przekroju
Budowniczowie cerkwi korzystali z materiału „z odzysku” 😆 a nam się wydaje, że recykling to taka nowość
Fresk znajdujący się na zewnętrznej ścianie, bezpośrednio nad głównym wejściem do cerkwi w Densuș.
pochodzi prawdopodobnie z XIV–XV wieku. Przedstawia Maryję z Dzieciątkiem Jezus – po lewej stronie kompozycji i Św. Mikołaja – po prawej stronie, w pozycji adoracyjnej. Styl malowidła jest bizantyjski, typowy dla cerkwi rumuńskich z tego okresu.
Jest to część najstarszej warstwy malowideł zachowanych w cerkwi.
Lwy znajdujące się na dachu cerkwi w Densuș są rzymskimi rzeźbami, wtórnie wykorzystanymi przy budowie średniowiecznej świątyni. To nie dekoracja chrześcijańska, lecz oryginalne rzymskie posągi, które pierwotnie zdobiły budowle w Ulpii Traianie Sarmizegetusie. Pełniły funkcję symboliczną i dekoracyjną, ale także praktyczną — ciężkie rzeźby stabilizowały konstrukcję dachu. Ich obecność na cerkwi to efekt raczej praktycznego wykorzystania dostępnych materiałów, a nie świadomego programu ikonograficznego. Choć, kto wie przecież w kulturze rzymskiej lwy były symbolem siły, ochrony i prestiżu — możliwe, że ich obecność tutaj miała również znaczenie apotropeiczne (ochronne), bo przecież średniowieczni budowniczowie doskonale wiedzieli, że rzymskie lwy nie były zwykłą dekoracją.
Takie miejsca mają swoje legendy. Jedna z nich opowiada o olbrzymach, którzy zbudowali świątynię w jedną noc
W okolicach Densuș od pokoleń opowiada się, że cerkiew nie jest dziełem zwykłych ludzi. Miejscowi mówią, że wznieśli ją uriași — mityczni olbrzymi, którzy mieli zamieszkiwać góry Orăștie.
Według podania olbrzymy schodziły nocą z gór, niosąc na barkach ogromne kamienie wyrwane z rzymskich ruin. Budowa trwała tylko jedną noc — bo o świcie, jak głosi legenda, giganci musieli zniknąć, zanim pierwsze promienie słońca dotkną ich skóry.
Mieszkańcy mówią, że tylko olbrzymy mogły unieść takie bloki i ustawić je z taką precyzją. I kiedy patrzy się na cerkiew, trudno im nie przyznać racji.
Druga popularna legenda mówi o rzymskim dowódcy, który śpi pod cerkwią. Mówi ona, że cerkiew w Densuș stoi na miejscu rzymskiego mauzoleum, w którym pochowano ważnego dowódcę z czasów Ulpii Traiany Sarmizegetusy. Lwy na dachu — te same, które dziś wyglądają jak strażnicy z innego świata — miały pierwotnie pilnować jego grobowca.
Według podania duch rzymskiego wodza nigdy nie opuścił tego miejsca. Ma czuwać nad doliną, nad ludźmi, nad samą cerkwią, która powstała z kamieni jego miasta. A lwy, choć przeniesione na dach świątyni, wciąż pełnią swoją dawną funkcję — stoją na straży, tak jak robiły to dwa tysiące lat temu.
My też spotkaliśmy strażników tego miejsca ...może trochę mniejszych niż lwy na dachu, ale wiernie pilnujących tutejszych tajemnic .




























Komentarze
Prześlij komentarz