Retezat góry o niebieskich oczach. Część I - szczyt Retezat

Kiedy na półce z przewodnikami i mapami zaczęły pojawiać się te dotyczące Rumunii, wiadomo było, że nie bez powodu 😉Ciągnęło mnie do tego ciekawego kraju od dawna, w zasadzie od pierwszego pobytu, a może nawet jeszcze wcześniej. Od zaczytywania się książkami Michała Kruszona i Andrzeja Stasiuka...Rumunia pełna niezwykłych miejsc, wydarzeń i ludzi. Gdzie swoje ślady zostawili Dakowie, Rzymianie i imperium osmańskie. Gdzie bizantyjski mistycyzm splata się z surowością protestantyzmu. Tu nie wiadomo co jest realne a co złudzeniem zrodzonym z wyobraźni i gry świateł.  

I góry... to tutaj właśnie leży największa część karpackiego łuku. 

Było mi wszystko jedno gdzie pojedziemy, wszędzie miałam miejsca, które chciałam/musiałam zobaczyć 😉, dlatego wybór zostawiłam Andrzejowi. I wybrał. Najładniejsze górskie pasmo w Rumunii. Retezat - Góry Pocięte.


Vârful Retezat 2482 m. 


Râușor



 Po trzech dniach niepewnej pogody, które spędziliśmy na zwiedzaniu (o tym napiszę w osobnych postach) wreszcie aplikacja pogodowa pokazała dzień, bez żadnych żółtych zygzaków i deszczowych chmur. Decyzja mogła być tylko jedna. Wchodzimy na  szczyt Retezat. Jest to trzeci pod względem wysokość szczyt masywu, ale jeśli chodzi o "górską" urodę to  pewno najładniejszy i najbardziej charakterystyczny. Widoczny z daleka, wygląda jakby jakiś olbrzym toporem ściął mu wierzchołek. Nie bez powodu całe pasmo wzięło nazwę właśnie od niego.


W głębi doliny widoczny w środku kadru charakterystyczny "odrąbany" wierzchołek szczytu Retezat.

Przez chwilę jedziemy główną drogą, ale po kilku kilometrach zjeżdżamy na krętą, wąską drogę. Mijamy małe wioski, które o tej porze wciąż wydają się uśpione, a jedynie krowy z łąki spoglądają na nas z cielęcym zdziwieniem. 

Do Râușor prowadzi tylko jedna droga, a to ostatni punkt na trasie, do którego można dotrzeć samochodem.

Wjeżdżamy do doliny Râușor.  Jej wlotu strzeże Twierdza Colt z początku XIV wieku, która stała się inspiracją Juliusza Verne'a do napisania powieści "Tajemnica Zamku Karpaty". Ponoć właśnie w tym miejscu  Juliusz Verne przeżył piękną historię miłosną z kobietą z Transylwanii, którą później przeniósł na karty powieści. 


Dziś Twierdza Colt to malownicze ruiny na skalistym cyplu. 

U podnóża twierdzy znajdują się ruiny średniowiecznego klasztoru Colț, również pochodzącego z XIV wieku, które stanowią historyczne dopełnienie tego urokliwego miejsca.



Wjeżdżamy w głąb doliny. Droga robi się jeszcze bardziej wąska i zdecydowanie bardziej dziurawa, ale wciąż jest to asfalt. Raz pod górę, raz z góry, zakręt za zakrętem, wokół całkiem przyjemne widoczki. Tylko proporcjonalnie do przejechanych kilometrów zwiększa się ilość pokaźnych dziur. 😐Z niepokojem spoglądamy na GPS ile nam jeszcze tej "przyjemności" zostało. 

Kiedy pojawiają się pensjonaty i tabliczka z napisem Râușor, oddychamy z ulgą. Parkujemy na dużym parkingu, przy jakiś nieczynnym hotelu. Oprócz nas stoi tu tylko jeden samochód. No, ale godzina jest dość wczesna i środek tygodnia. Idziemy w górę szutrową drogą, w której woda wyżłobiła potężne koleiny. Gdyby, ktoś chciał dalej jechać samochodem, to albo terenowym albo takim, którego chce się pozbyć 😉

Zaskakujące jest to, że do licznych tutaj, prywatnych pensjonatów biegnie piękny, równiutki asfaltowy dojazdowy dywanik, który kończy się przy drodze prowadzącej przez miejscowość (czyli można w ofercie napisać dojazd drogą asfaltową 😂 jak na górski kurort przystało) 

Przy jednym z domów leży wielki pies. Na wszelki wypadek zagaduję do niego przyjaźnie. Leniwie podchodzi do nas, łaskawie nadstawiając wielki, kudłaty łeb do miziania. Za moment mamy przy sobie jeszcze dwa psy, równie chętne do głaskania. 

Historia tego miejsca zaczęła się w latach 70., gdy dziki, zalesiony teren przekształcono w plac budowy elektrowni wodnej Râul Mare – Retezat. Powstała tu osada dla robotników pracujących przy infrastrukturze hydrotechnicznej. W latach 80., wraz z utworzeniem małego stoku narciarskiego i rosnącym zainteresowaniem turystyką górską, Râușor zaczął przyciągać coraz więcej gości. Po 1990 roku teren zmodernizowano, a dawne zabudowania robotnicze zastąpiono domkami letniskowymi i willami turystycznymi.

Râușor jest punktem wyjścia dla kilku spektakularnych szlaków górskich.  My stąd dwukrotnie rozpoczynaliśmy naszą wędrówkę po szlakach pasma Retezatu. 


Dolna stacja kolejki. 

To również doskonałe miejsce dla miłośników sportów zimowych. Ośrodek posiada kilka stoków narciarskich, które w ostatnich latach są rozbudowywane i modernizowane. Czego na własnej skórze doświadczyliśmy 😂 Jest i kolejka kanapowa, ale jej pory kursowania pozostały dla nas zagadką. 

Na słupie widzę informację, że należy zakupić bilety wstępu do Parku Narodowego Retezat, ale nie widzę gdzie mogę tego dokonać. Wszystko pozamykane na głucho. I nie widać żadnej żywej duszy. Więc idziemy dalej 


Park Narodowy Retezat - Obszar objęty został ochroną jako park narodowy w 1935, ale tradycje ochrony sięgają roku 1840. Obejmuje najwyższe partie wysokogórskiego masywu Retezat. Znajdują się tu liczne szczyty o wysokości powyżej 2000 m n.p.m. Na obszarze parku występują ślady działalności lodowców – cyrki, moreny i jeziora polodowcowe. 

I do jednego z takich jezior prowadzi pierwszy odcinek naszej wędrówki. 



Jezioro Stewia ( Lacul Ștevia )

Idziemy szlakiem oznakowanym czerwonym paskiem (oznakowanie szlaków w górach Retezat to temat rzeka. Bywa całkiem dobre, ale znacznie częściej  przypomina radosną twórczość lekko nawiedzonego znakarza. Zdarza się też, że zupełnie znika, pojawiając się w najmniej oczekiwanym miejscu. Trzeba się przyzwyczaić, że oprócz pasków zobaczymy kółka, krzyżyki i trójkąty w kolorze czerwonym, niebieskim lub żółtym, w różnych rozmiarach i z różnych materiałów 😆)

Trasa, którą planujemy pokonać opisana jest jako średnia/trudna i czas przewidziany na jej pokonanie wynosi ok. 10-11 godzin. Zobaczymy 😆Startujemy 6.45. 


Od razu pod górę. Po trzech dniach leniwego zwiedzania to miła odmiana. 


Początkowo szlak prowadzi przez stary las. Pełen ogromnych głazów i połamanych świerków. 


Przeszkody na szlaku. 

Po około 3 kilometrach dość monotonnego wspinania się pod górę, ten odcinek mamy już za sobą. Pojawiają się krzaki kosodrzewiny, co oznacza, że wreszcie będzie można zobaczyć coś więcej niż tylko zieleń lasu.




Limba i kosodrzewina oznaczają, że na pewno jesteśmy już wysoko 😀

Nie będę ukrywać, że jednym z powodów, dla których tu się znaleźliśmy, były rododendrony. Kiedyś, zobaczyłam je na jednym z filmików na YouTube. Piękne, różowe kępy na szarych zboczach skał Retezatu. Według naszej wiedzy akurat powinny kwitnąć 🌸 

I kwitły. Przez trzy dni wędrówki po górskich szlakach mogliśmy się nasycić, zachwycić i napatrzyć ...
Może na rok wystarczy 😉


Przy pierwszym krzaczku rododendronów 😍


I przy kolejnych krzaczkach 😁


Kwitły nie tylko rododendrony ...


 



Wiosna w górach to szaleństwo kolorów. Nad strumieniem królowała barwa żółta-  omiegi górskie, kukliki górskie i pospolita knieć błotna.  


A wśród kamieni znalazłam uroczą skalnicę okrągłolistną, która rośnie w górach środkowej Europy. W Polsce nie występuje dziko.


Pojawiają się pierwsze widoki i plamy błękitnego nieba. Tą widoczną granią za parę godzin będziemy wracać do  Râușor.  W głębi szczyt Prelucele . 


Andrzej w łanach prawdopodobnie czosnku siatkowatego. 


Jeszcze ukryty za zasłoną z chmur- Retezat. 

Idziemy już dość długo i jak do tej pory nikogo nie spotkaliśmy. Jesteśmy tylko my i góry. I tak będzie przez kilka następnych godzin. To niesamowite uczucie, kiedy ma się to całe piękno, tylko dla siebie i nic nie przeszkadza szeptom natury. 


Niczym niezakłócone przestrzenie ...


Piękno i dzikość szlaku. Tutaj góry są inne...jeszcze nie skażone widoczną ludzką ingerencją... 


Zdecydowanie jestem usatysfakcjonowana ilością kwitnących rododendronów 😁


Widok w głąb doliny. Stamtąd przyszliśmy. 


Początkowo nie do końca dociera do mnie, że ta wielka góra, częściowo jeszcze schowana w chmurach to nasz dzisiejszy cel. 


W środku kadru jego wysokość Retezat. Trzeci co do wielkości szczyt w Paśmie Retezat. 

Szlak prowadzi przez kolejne progi doliny. Co parę kroków zmienia się widok, bo słońce rozprasza chmury, które odsłaniają wręcz bajkowy błękit nieba i skalne zbocza otaczających nas gór. Nie wiadomo gdzie patrzeć ...Czy w górę czy na ścielące się nam u stóp różowe dywany rododendronów.





Ścieżka, a właściwie kilka wydeptanych ścieżek kluczy wśród wielkich głazów. Oznaczenia co chwilę znikaj. Miejscami pomiędzy kamieniami sączą się niewielki strumyczki. To znak, że jezioro powinno być już blisko. Odbijamy trochę w bok, żeby dojść do jeziorka Stevia. 


Jezioro leży na wysokości 2070 m n.p.m. Ma powierzchnię 0,70 hektara i maksymalną głębokość 10 metrów, choć trudno w to uwierzyć, bo woda jest nieskazitelnie czysta i wydaje się, że wystarczy zanurzyć dłoń, aby dosięgnąć dna.

Położone w małym, głębokim kotle u podnóża północnej ściany szczytu Retezat, jezioro Stevia jest trudno dostępne. W jego okolicy znajdują się miejsca pokryte śniegiem przez większość roku.


 Jezioro wypełnione krystalicznie czystą wodą o lekko zielonkawym zabarwieniu w otoczeniu surowego krajobrazu wygląda niezwykle malowniczo. Ale nie zatrzymujemy się tutaj zbyt długo. Szczyt czeka 😀

Przełęcz Lolaia (Șaua Lolaia)


Wracamy z nad jeziorka na szlak, który ma nas wyprowadzić na przełęcz. Robi się zdecydowanie bardziej stromo. Wspinamy się po różowych od kwitnących różaneczników zboczach. Tak naprawdę, żaden opis ani zdjęcia nie oddadzą cudowności tego dnia, tych widoków, zachwytów, tego niezwykłego odczucia bycia tu i teraz ...tylko my i góry. 




Tylko my i góry ...

 
Po drodze Andrzej odkrywa kilka krzaczków rododendronów w innym odcieniu różowego 


Za mną szczyt Lolaia 2287 m.n.p.m. Wygląda jak wielkie piarżysko. 


Dolina z której przyszliśmy. 


Szybko nabieramy wysokości, ale wędrówka w takich okolicznościach to czysta radocha 😃


Gdzieś przed nami majaczy ścięty wierzchołek Retezatu. Bliżej przełęczy szlak wiedzie przez skalny rumosz, który jest dość niestabilny i ucieka spod stóp. To niezbyt przyjemne uczucie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że jeden niewłaściwy krok może spowodować, że znajdziesz się level niżej 😉

Oddycham z ulgą kiedy widzę tabliczkę z napisem Șaua Lolaia . 


 Przełęcz Lolaia 2215 m.  Uff... jesteśmy na grani. 


Mimo chmur snujących się po najwyższych szczytach, widoki zapierają dech w piersiach. Po drugiej stronie grani roztacza się panorama na kolejne doliny oraz na najwyższe szczyty pasma - Peleagę i Papuszę.


Peleaga 2509 m-najwyższy szczyt pasma Retezat. Po lewej stronie widać ostre skalne turnice zwane "kłami Peleagi"



Panorama na wschód z przełęczy  Lolaia. 


Widok na stronę zachodnią. Na pierwszym planie Prelucele (2265 m) przez którą będziemy wracać do Rausoru. W dole Lacul Stevia.



Jest tak pięknie, że aż kusi, żeby sobie dłużej na przełęczy posiedzieć, ale groźny, surowy szczyt Retezat kusi jeszcze bardziej. Wręcz nie można oderwać wzroku, od urwistych skalnych ścian. Już widać, że nie będzie łatwo. 


Szczyt Retezat (Vârful Retezat)

Z przełęczy na szczyt jest niecały kilometr. Ale, za to jaki 😀Szlak przedziera się przez wielkie skalne bloki porąbane przez Olbrzyma czego dowodem jest widoczna na poniższym zdjęciu skamieniała  rękawica, zgubiona podczas pracy 😉


Skamieniała "rękawica" 


"Porąbany" szczyt Retezatu. 




W drodze na szczyt. 

Żadne zdjęcia i żadne słowa nie oddadzą tych widoków i tego niezwykłego uczucia kiedy jesteś tylko Ty i potęga gór. Nie sposób opisać wilgotnego muśnięcia chmur przepływających przez górę, lekkiej pieszczoty wiatru, smaku górskiego powietrza, przyjemnej szorstkości skały pod dłonią i całej gamy uczuć, które temu towarzyszą. 


Tuż przed samym szczytem, jest małe wypłaszczenie, idealne do podziwiania morza gór,  które nas otacza. Te najbliższe częściowo udaje się nam zidentyfikować ale jest jeszcze drugi,  trzeci, czwarty plan ...I jak zwykle myśl-  "pięć wcieleń mi nie wystarczy , żeby to wszystko zobaczyć " 🤣  tutaj reinkarnacja nabiera sensu. 

Jesteśmy już prawie na szczycie, widać charakterystyczny słupek z flagą, więc możemy spokojnie podziwiać widoki. Wciąż jesteśmy tu sami, choć minęło już kilka godzin wędrówki po szlaku.


Bardzo bawi mnie oznakowanie rumuńskich szlaków , takie kolorowe i różnorodne 😆



I wreszcie ten moment , kiedy stajemy pod tabliczka z napisem Retezat 2482 m.n.p.m . I tak jak zawsze zmęczenie zupełnie znika. Jest radość, duma, duża dawka energii. Ochota, żeby śmiać się na głos i głaskać szorstkie grzbiety skał...Tak działają endorfiny, które chyba na Retezecie przedawkowałam 😁









Robimy mnóstwo  zdjęć, szukając najlepszych widoków, a  chmury co chwilę odsłaniają inną panoramę i po prostu każda jest niesamowita. 

Długo jesteśmy zupełnie sami na szczycie. W końcu organizm zaczyna upominać się o jakieś kalorie i kiedy szukamy wygodnego kamienia służącego za fotel ze stołem 😉 słychać jakieś ludzkie głosy...
Pojawia się jakaś para obcokrajowców. Wzajemnie wykorzystujemy się to zrobienia pamiątkowych fotek. 


Na szczycie Retezat 😍


Ze szczytu rozpościera się widok na kilka malowniczych jeziorek w kotłach polodowcowych. Najbliżej leży Gemenele, a dalej Negru i Lacul Știrbu. Nie prowadzą do nich żadne szlaki. W całym paśmie, według różnych źródeł, znajduje się od 80 do 100 jezior, dlatego właśnie mówi się, że Retezat to góry o niebieskich oczach.

Zanim zaczniemy schodzić, na szczycie pojawia się jeszcze jedna para, tym razem z Rumunii. Po kilku godzinach wędrówki po pustych szlakach sześć osób na wierzchołku to niemal tłum 🤣  

Zawsze przychodzi ta chwila, gdy trzeba ruszyć w dół – moment odkładany tak długo, jak to możliwe. Ale przed nami jeszcze długa droga powrotna i w końcu trzeba zrobić ten pierwszy krok w stronę doliny.


Niesamowite widoki na inne szczyty pasma cały czas nam towarzyszyły i jestem pewna, że Andrzej już w tym momencie miał sprecyzowane plany na przyszłość 😉





Goryczka kropkowana 


Chciałam napisać, ze szlak sprowadza po wielkich głazach, które trzeba umiejętnie pokonywać,  ale to nieprawda,  bo szlak co chwila ginie, znika i przepada pojawiając się w zupełnie nieoczywistych miejscach kilkadziesiąt metrów dalej. A zdradliwych miejsc nie brakuje Wydeptanych ścieżek tu nie ma. Tylko własny zmysł orientacyjny i zdrowy rozsądek służą za przewodnika. 





W centrum kadru widoczny jest szczyt Prelucele (2265 m), którym wiedzie nasza droga powrotna. Według mapy stąd do parkingu w Rausor jest około 8 kilometrów, ale biorąc pod uwagę trudność szlaku i zmęczenie, to naprawdę wymagające 8 kilometrów. 



Pod ścianami szczytu Retezat 


W dole jezioro Stevia przy którym byliśmy parę godzin wcześniej.


Piękny i groźny  "pocięty" szczyt. 

Kiedy docieramy do przełęczy, oddycham z ulgą i jednocześnie zamieram z zachwytu. Stoimy pod potężną ścianą Retezatu – piękną, groźną, majestatyczną. To widok, który na zawsze pozostanie w duszy. Wiedzieliśmy, że będzie pięknie, ale nie spodziewaliśmy się, że aż tak. Miałam wrażenie, że jestem w świątyni natury i powinnam paść na kolana przed tym widokiem.


Na kolana padaliśmy wielokrotnie 🤣, próbując na zdjęciach uchwycić choć część tego piękna.  


Tak naprawdę dopiero stąd widać piękno tej góry. Jej strome ściany i poszarpaną grań. 




Piękno tego miejsca podkreślają wszechobecne dywany rododendronów, które swoją różowością łagodzą surowość szarych skał.




Prelucele 2265 m.



Po stromym zejściu ze szczytu Retezat, szlak zdecydowanie łagodnieje. Przyjemnym trawersem idzie tuż pod wierzchołkiem Prelucele.

Zdecydowanie jest mniej skał za to więcej kosodrzewiny. 
Każdy, kto chodzi po górach miał na pewno "przyjemność" bycia pogłaskanym przez jej sztywne, kłujące gałązki😉



Lubię tę zieloną, górską towarzyszkę szlaków – nie jeden raz jej korzenie czy gałęzie dawały mi oparcie w trudniejszych momentach. Tym razem jednak szlak przebijał się przez jej gąszcz. Tu i ówdzie gałęzie były przycięte na różnych wysokościach, co przy chwili nieuwagi groziło solidną, krwawą rysą na udzie lub łydce. Rano uznałam, że szkoda marnować okazji na opaleniznę i oczywiście założyłam krótkie spodenki. Efekt końcowy wyglądał tak, jakbym do pasa stała w beczce z niezadowolonymi kotami 😂 Dodatkowo właśnie kwitła, a każde muśnięcie gałązki wywoływało unoszenie się żółtej chmury pyłku.

Zresztą kwitła nie tylko kosówka...Co kawałek z zachwytem zatrzymywaliśmy się przy jakieś roślinie.
 

 Ciemiężyca biała 

Ciemiężyca biała to trująca bylina, która w Polsce rośnie tylko w nielicznych miejscach w Bieszczadach i na kilku stanowiskach na Lubelszczyźnie. Jest objęta ścisłą ochroną gatunkową. Dawniej wykorzystywana w medycynie ludowej, obecnie znajduje zastosowanie także we współczesnej medycynie. 


Czosnek siatkowaty -W Polsce na naturalnych siedliskach jest bardzo rzadki. 


Według Łukasza Łuczaja -guru od dziko rosnących jadalnych roślin, jest on "używany m.in. przez Kirgizów i Buriatów. W Rosji znany jako „sibirskaja czeremsza”. Na Syberii gotowany stanowi składnik nadzienia do pierogów i jest też kiszony, a w Chinach dodawany do marynat mięsnych. Używany także w kuchni japońskiej oraz koreańskiej. Legioniści rzymscy zjadali go, wierząc, że leczy rany oraz dodaje siły i męstwa" . 

W Rumuni raczej rzadki nie jest, bo takich kęp widzieliśmy całkiem sporo, więc następnym razem sprawdzę czy legioniści rzymscy mieli rację  😏a siły 💪 i męstwa 🐻 podczas wędrówek po Retezacie potrzeba bardzo 😉

Trasa, którą wracamy na parking w Rausorze, jest wyraźnie dłuższa niż ta, którą podchodziliśmy, ale oferuje zupełnie inne, wyjątkowe walory przyrodnicze. Co krok to spotykamy jakieś górskie piękności. 


Pełnik alpejski- zwany różą górską.


Zerwa kulista - a na niej zwykły pospolity bielinek kapustnik. To mi wygląda na jakiś mezalians 😆albo na motyla poszukiwacza przygód 😉




O, a to coś dla znakarzy. To odpowiednia wielkość dająca gwarancję, że na pewno nikt nie przegapi 😁


Widok z doliny na Prelucele (tym grzbietem schodziliśmy) 

Dobrze, że dzień jest długi, bo trasa jest dość wymagająca. Po drodze mijamy się z dwójką młodych Rumunów. Chłopak wyraźnie ma problem z kolanami, prawdę mówiąc, ledwo idzie. Zamieniamy kilka słów – po prostu przeliczył się z siłami. Szkoda mi go, bo wiem, jak to jest z własnego doświadczenia. Na szczęście wkrótce dotrzemy do dna doliny, gdzie będzie już prawie płasko.


 Od pewnego czasu na terenie Parku Narodowego Retezat obowiązuje zakaz wypasu owiec, ale wciąż można natknąć się na stare pasterskie szałasy.


Przycupnięty pomiędzy zielenią trawy a błękitem nieba, czeka na dźwięczny głos owczych dzwonków, ostre szczeknięcia pasterskich psów i śpiewne pokrzykiwania ciobana (pasterz) 


Pasterza z owcami i psami spotkaliśmy już po wyjechaniu z Rausoru. I mogliśmy się na nie napatrzeć do woli, kiedy spokojnie przez dłuższą chwilę paradowały po drodze, tuż przed maską samochodu 🐑🐏🐏🐑🐑🐏 pod czujnym okiem kudłatego pasterza i obrońcy. 



Z prawdziwym zachwytem obserwowałam pracę psów pasterskich, które tak naprawdę odwalają całą robotę. Taki cioban to ma dobrze. 

Hmmm? a jakby takiego kudłacza zabrać jako zamykającego na wycieczkach grupowych ? Na pewno grupa by się nam nie rozciągała 😆a ja, jak ten cioban zupełny relaksik 😁Muszę to przedyskutować z Andrzejem 😉

Kolejne opowiadania o wędrówkach po Retezacie znajdziecie pod tymi linkami 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy - "Orla Perć" Tatr Zachodnich część I

Grześ, Rakoń i Wołowiec czyli Tatry wiosną część 2

Sarnia Skała - wiosenne Tatry dzień trzeci ...regeneracyjny :)

Pomiędzy Matragoną a Hyrlatą