Słowacki Raj jesienią - Przełomy Hornadu i Klasztorisko

 Jesień ... krótkie dni, poranne mgły snujące się po dolinach, złote promienie popołudniowego słońca, czerwień, złoto brąz ... Właśnie w taki jesienny dzień wybraliśmy się po raz kolejny do Słowackiego Raju. Tym razem naszym celem był  przełom Hornádu i Kláštorská roklina. 

                                  

                                                                 Przełomy Hornadu 


Spišský Štvrtok i  Hrabušice



Po zjechaniu z autostrady jedziemy przez Spiski Czwartek (Spišský Štvrtok)  i Hrabusice (Hrabušice). W obu miejscowościach są ciekawe zabytkowe kościoły. W Spiskim Czwartku stoi wczesnogotycki kościół p.w. św. Władysława z niezwykłą kaplicą, jakby żywcem przeniesioną z jakiejś francuskiej gotyckiej katedry. Kazał zbudować ją w  1473 roku  Stefan Zápolya, ówczesny żupan spiski  jako kaplicę grzebalną dla swojej rodziny, ale ostatecznie wycofał się z pomysłu i został pochowany wraz z rodziną w Spiskiej Kapitule. 

                    

Gotycka kaplica w Spiskim Czwartku uchodzi za arcydzieło sztuki gotyckiej. 

W romańskim kościele p.w św. Wawrzyńca  w Hrabusicach wewnątrz znajduje się gotycki ołtarz skrzydłowy świętych Wawrzyńca i Szczepana wykonany w latach 1516–1520 w pracowni Mistrza Pawła z Lewoczy. 


Gotycki ołtarz skrzydłowy świętych Wawrzyńca i Szczepana  z pracowni Mistrza Pawła z Lewoczy. 


Romański kościół w Hrabusiacach. 


Bardzo lubimy stare kościoły z tą niesamowitą atmosferą mistycyzmu i wszechobecną głęboką symboliką. 

Samochód parkujemy na płatnym parkingu (parkomaty)  Podlesok. Parkingi są dwa i jest na nich sporo miejsca, jednak w sezonie turystycznym są oblegane i może być ciasno. 


Chodnik Horskiej służby

Przełom Hornadu przez bardzo długi czas nie był dostępny turystycznie. W roku 1974 dzięki członkom Górskiego Pogotowia Ratunkowego wytyczono szlak. Poprowadzony jest wzdłuż rzeki. Znajduje się na nim 6 wiszących mostów, 324 m łańcuchów, 65 m drewnianych kładek i 140 metalowych stopni zamocowanych na skałach nad nurtem rzeki. 

Za mostkiem w drewnianej budce sprzedawane są bilety. W listopadzie 2024 bilet kosztował 3 euro. 



Już pierwsze spojrzenie ze skałki górującej nad dolinką sprawia, że czuję dreszczyk emocji. Zaraz za mostkiem nad Hornadem widać przyczepiony do skały nad nurtem podest. A do tego te niesamowite jesienne kolory. Mimo, że to listopad na drzewach jeszcze jest sporo kolorowych liści .

                                     

                                 Tak zaczyna się ścieżka przez przełomy Hornadu. 

                                       

W skalnej niszy znajduje się siedząca kobieca postać z dłońmi złożonymi w modlitewnym geście. 

                                  

                       Idziemy ścieżką usłaną dywanem z kolorowych liści. 



Widać tutaj zjawisko gutacji czyli wydzielania kropel wodnych roztworów związków organicznych i soli mineralnych przez grzyby i rośliny. Zachodzi wtedy, gdy roślina lub grzyb ma za dużo dostępu do wody.


 Hornad to jedna z największych rzek Słowacji i  północno-wschodnich Węgier w dorzeczu Dunaju. Jej długość to 286 km z czego193 km na Słowacji i  93 km na Węgrzech. Wypływa w Tatrach Niżnych i za kilka chwil wpada do Słowackiego Raju tworząc niezwykle malownicze przełomy. 




Szlak jest bardzo urozmaicony. Miejscami biegnie po prostu ścieżką wśród drzew, a za chwilę wyprowadza na podesty przyczepione do skały lub kładki nad rwącym nurtem rzeki. 

                                   



Ścieżka czasami wspina się po zboczu skały i Hornad zostaje w dole. Takie miejsca są ubezpieczone stalową liną albo łańcuchem. 


                             

                                          Są nawet wiszące kładki 😀

                                     


O tej porze roku na szlaku jest prawie pusto i dziko. Prawdziwe uroczysko. Brakuje tylko siedzących nad brzegiem dziwożon znanych również  jako boginki lub mamuny 😉




I tak właśnie ze szlaku trzygodzinnego robi się pięciogodzinny 😂No, ale odbicie kolorowych drzew w szmaragdowych wodach Hornadu to nie jest coś obok czego można przejść obojętnie 😉


Jak na obrazie francuskiego impresjonisty 😍Claude Monet

                                           

Pod obiektyw pchały się też różnego rodzaju grzyby, których tutaj było bardzo dużo. 

                                  

A teraz dość śliskie kładeczki w dół 😉 zdecydowanie na brak różnorodności na tym szlaku nie można narzekać 



17  lipca 2015 roku w Słowackim Raju doszło do tragicznego wypadku z udziałem śmigłowca ratunkowego.
Maszyna została wysłana na pomoc 10-letniemu chłopcu, który doznał urazu w Słowackim Raju. Na miejsce jednak nie doleciała. Po drodze śmigłowiec zahaczył o linie energetyczne i runął w dół z wysokości ok. 100-120 metrów. Na pokładzie znajdowały się cztery osoby: lekarz, ratownik pogotowia lotniczego, pilot i ratownik Horskiej Zachrannej Sluzby. Wszyscy zginęli na miejscu.
Do wypadku doszło w Kláštorskej Rokline. 

                                            

Dochodzimy do kolejnego mostu. Tutaj opuszczamy niebieski szlak (Chodnik Horskiej Służby). 
Zostawiamy meandrujący miedzy skałami Hornad i wchodzimy do pięknej rokliny. 

Kláštorská roklina 


Szlak zielony przez wąwóz Klastorska roklina jest jednokierunkowy - od rzeki do ruin opactwa! 

Zaraz po wejściu do kanionu nad ścieżką widać sporą jaskinię. To Biela jaskyňa - chroniona jako rezerwat przyrody.  Długość przestrzeni jaskiniowych wynosi 26 metrów. Jej ściany nie są pokryte naciekami. 



Jaskinia powstała w wapiennych skałach, stąd jej biała barwa od której wzięła nazwę.

Andrzej wdrapuje się do góry po śliskich skałkach i mokrych liściach, żeby zaglądnąć do tej wielkiej dziury. Ja zostaję na ścieżce, wychodząc z założenia, że dziura jak każda inna 😉no, może trochę większa. Normalnie na pewno nie odpuściłabym, zobaczenia na WŁASNE OCZY, ale tym razem znęcał się nade mną jakiś wirus, powodując napady kaszlu i koszmarnego kataru i po prostu organizm lekko buntował się na nadmierną eksploatację 😂


Biała Jaskinia 

Ten dziki jar  głęboko wcięty w wapienne skały z wodospadami ma długość około 1,5 km. Więc bardzo szybko trafiamy pod pierwszy wodospad spadający ze skalnego progu, który oczywiście trzeba pokonać przy pomocy drabinki. Każdy następny również 😏


             

                                  Wodospad Antona Straka o wysokości 13 m,

W wąwozie znajdują się trzy wodospady - Strakov vodopád (Niektóre nazwy wodospadów upamiętniają ludzi zasłużonych dla turystki na Słowacji. Anton Strak to autor przewodników po Słowacji)  Machový vodopád (Omszały wodospad) i Dúhový vodopád (Tęczowy wodospad) . Każdy z nich ma swój urok, który odróżnia go od pozostałych. 

                               

                                       Omszały Wodospad o wysokości 6 m. 

                                         

                                     

                                            Z wysokości drabiny świat wydaję się inny 😂

                                       

A tak przerażająco wyglądają te mało przyjazne drabiniaste konstrukcje z dołu. Nie jest to zabawa dla każdego. Szczebelki są zimne i śliskie od wilgoci. Drabina odsunięta od skały, trzyma się na nie budzących zaufania kątownikach. Aczkolwiek człowiek posiada instynkt samozachowawczy i jak się już złapie tego żelastwa to dobrowolnie z rąk nie wypuści 😉

                                    

          Wodospady, mimo, że jesienią nie było w nich za dużo wody są bardzo urokliwe. 

                                         



                                               

                                         Jak widać do wszystkiego można się przyzwyczaić 😁

                                         

                                                      Ostatni wodospad - Omszony 

                                           

                         Intensywnie zielony mech ciekawie kontrastuje z beżowo-szarą skałą.

                                         

                         Jeszcze ostatnie "przyjemności " i wychodzimy na polanę. 

A tam ... totalny zachwyt. Miejsce z którego nie chce się wracać . 



Kláštorisko 


I już wiadomo skąd nazwa Raj 😍. Gdybym codziennie rano oglądała taki widok jak mieszkający tu przed laty Kartuzi, też uważałabym, że jestem w Raju. A do tego ta cudna dzika przyroda wokół. Bardzo trafnie bracia zakonni nazwali te okolice. Bo to jest po prostu Raj 💓



W klasztornym budynku, częściowo zrekonstruowanym znajduje się ekspozycja nawiązująca do życia zakonników. Jest też tutejszy przewodnik, którego opowiadanie tak nas wciąga, że ...nie zrobiliśmy w środku ani jednego zdjęcia 😀Jesteśmy jedynymi Polakami w sporej grupie turystów. I jedynymi, którzy odpowiadają na pytania zadawane przez przewodnika 😉, który momentami jest zaskoczony naszą wiedzą, co oczywiście stwierdzam z satysfakcją 😁


Legenda mówi, że ten teren nazwano rajem już ponad 700 lat temu przez mnichów kartuzów, którzy w 1299 roku zbudowali tu klasztor.

 Choć, to chyba nie do końca legenda, bowiem w pisanych dokumentach z epoki jest wzmianka o tym miejscu pod łacińską nazwą paradises, co oznacza raj. 

Ludzie w tym niezwykłym miejscu osiedlili się dużo wcześniej. Badania archeologiczne prowadzone w Słowackim Raju potwierdziły jego zasiedlenie już od epoki kamiennej. Osadnicy znaleźli tu dobre warunki do życia- odpowiednie jaskinie, możliwość ufortyfikowania swojej siedziby, wodę, drewno i wystarczającą ilość zwierzyny łownej.

                       

W czasie najazdu tatarskiego w 1241 r. na tej polanie, dużej i dobrze ukrytej schroniła się spora grupa mieszkańców Spisza. Dlatego okolicę nazywano w późniejszych dokumentach "Skałą Schronienia" (Lapidis Refugii). Na płaskowyż Tatarzy nie zdołali się wedrzeć. 


 Zachowała się kronika klasztoru, spisana w XVI w. przez anonimowego zakonnika, który podaje, że pierwsi kartuzi wprowadzili się na płaskowyż w 1307 r. Kierował nimi pierwszy przeor Klasztoriska - ojciec Konrad.

Kartuzi wiedli tu surowe i pracowite życie stale milczących zgodnie z regułą zakonników. Zajmowali  się poza modlitwą i kontemplacją, także kopiowaniem ksiąg, lecznictwem i rolnictwem. 

Biorąc pod uwagę odległość od cywilizacji budowla była imponująca: kościół miał około 30 metrów długości. Klasztor składał się z dziewięciu kwadratowych cel, ogrodu, biblioteki i budynków gospodarczych (mnisi posiadali np. stajnię).

W XV wieku zakon został dwukrotnie najechany: najpierw przez husytów, a potem przez ludzi rycerza Marcela z pobliskiego zamku na Zelenej Horze. 

Koniec nastąpił w roku 1543. Klasztor został zdobyty, tym razem przez raubrittera Mateja Bašo z niedalekiego zamku Murań, który chciał go wykorzystać na swoją siedzibę. 

W tej sytuacji, na prośbę okolicznej szlachty, która obawiała się, by zabudowania klasztorne nie stały się kolejną siedzibą rycerzy-rozbójników, władze kościelne ze Spiskiej Kapituły postanowiły klasztor zburzyć.

Zakonnicy przenieśli się do Czerwonego Klasztoru nad Dunajcem, a budynki na Skale Schronienia popadły w ruinę i tylko używana obecnie nazwa Klasztorisko przypomina o 200-letniej historii kartuzów w Słowackim Raju.

Jeszcze przed drugą wojną światową wybudowano tutaj dość prymitywne schronisko, w którym podczas słowackiego powstania narodowego przebywał oddział z partyzanckiej brygady „Klement Gottwald”. 14 października 1944 roku schronisko zostało ostrzelane przez hitlerowców i spłonęło. 

Odbudowano je po wojnie. Obecnie działa tutaj bufet, a dla chcących przenocować turystów wybudowano kilkanaście domków letniskowych. 
Znajduje się tam także dyżurka ratowników Horskej záchrannej služby – słowackiej górskiej służby ratowniczej oraz węzeł szlaków turystycznych.

Mimo, że to listopad z przyjemnością usiedliśmy na zewnątrz na ławkach, żeby zjeść drugie śniadanie z widokiem na Tatry.  Kanapki z TAKIM widokiem smakują jak najlepsze danie w renomowanej restauracji 😉 

                              

Andrzej wypatrzył "kamyczka", który z nami powędruje na jakiś szczyt 😀
 

Symboliczny Cmentarz w Słowackim Raju. 


                   

Na polanie Kláštorisko znajduje się Symboliczny Cmentarz w Słowackim Raju. 


Koło resztek kaplicy stoją drewniane postacie przedstawiające mnichów i Madonnę z Dzieciątkiem. Wyglądają niesamowicie. W tym miejscu, w ostatnich promieniach listopadowego słońca sprawiają wrażenie jakby zastygli w tajemnym rytuale ...

                                 

Stoi tutaj też pomnik upamiętniający katastrofę helikoptera ratowniczego z 2015 roku nad rzeką Hornad. 

                                  


                                    

                               Pomnik tych co góry kochali i na zawsze w nich pozostali ...



W drodze powrotnej 





Są miejsca z których, bardzo trudno tak po prostu odejść. Polana Klasztorisko na pewno do takich należy. Coraz większy ziąb i słońce chowające się za drzewa, jednoznacznie sugerowały, że jeśli nie chcemy wracać po ciemku to należy szybko udać się w drogę powrotną. 

                                   

Zimno...wszystko co się nadawało do ubrania zostało wyciągnięte z plecaka 😉Mimo, że dzień był dość ciepły i pogodny, to kiedy słońce tylko się schowało, temperatura gwałtownie spadła. 


W drodze powrotnej może i drabinek nie ma, ale to nie znaczy, że nie trzeba się trochę pogimnastykować lub też pokłonić drzewom 😁



W drodze powrotnej czekał na nas jeszcze deser... pyszny widok na Tatry 


Pod linkiem nasza trasa : 










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Retezat góry o niebieskich oczach. Część I - szczyt Retezat

Rohacz Ostry i Rohacz Płaczliwy - "Orla Perć" Tatr Zachodnich część I

Grześ, Rakoń i Wołowiec czyli Tatry wiosną część 2

Sarnia Skała - wiosenne Tatry dzień trzeci ...regeneracyjny :)

Pomiędzy Matragoną a Hyrlatą